Jak wspominałam w którejś notce wcześniej, szykował się koncert. No i był on wczoraj i było MEGA. :D Dawno się tak nie naskakałam, pomijając kopa w nerki (troszku niefajnie uczucie ;]) i zgubienie numerka do szatni, przez co trzeba było za niego płacić, uważam koncert za udany. :D
A na czym byłam...? Po kolei.
CF98 - polski band z Krakowa, taki trochę słodziaśny punk z dziewczyną na wokalu, bardzo sympatyczna muzyka, jak i sama kapela. Posłuchać można tu: http://www.myspace.com/cf98
Cancer Bats -Wokalista tego zespołu to DZIK w pełnym tego słowa znaczeniu. :D Przed koncertem przesłuchałam parę ich kawałków i zapowiadało się ciekawie. A na samym gigu przekonałam się do nich całkowicie, to co robili na scenie przeszło moje oczekiwania i naprawdę pełen szacun. 8)
Link link: http://www.myspace.com/cancerbats
I gwiazda wieczoru:
Funeral For A Friend - wątpię, abym musiała przedstawiać komukolwiek z czytających moją pisaninę muzykę panów z FFAF. :) Nie jestem wierną fanką kapeli, ale paręnaście kawałków zyskało moje uznanie. Po koncercie uznanie zyskał też sam zespół - szczególnie za wcześniejszy występ akustyczny w Empiku, który, choć był krótki, miał niesamowity klimat. Szkoda, że nie zagrali "Sonny" (pzdr Chimek ;)), ale może kiedyś... :)
To jak już jest tak radośnie i wesoło, to dodam, że przysiadłam dzisiaj z gitarą i nauczyłam się części utworu, którego nauczyć się chciałam od dawna, a jutro idę na rozmowę o pracę. :P Co prawda nic wielkiego, ale wydaje mi się i tak lepsze niż to, co robię teraz. ;) Ale żeby nie zapeszać, to na razie nie piszę więcej. Zresztą, to i tak praca dorywcza, bo od stycznia zaczynam praktyki, w czerwcu kończę szkołę i jak się uda to ze zdanym egzaminem i tytułem technika reklamy i z obydwoma papierkami lecę szukać czegoś konkretnego. :D