wtorek, 16 grudnia 2008

I thought I lost you

Dziś wybrałam się z moim mężczyzną na "Pioruna", po którym nie wiedziałam, czego mam się spodziewać. Zapowiedzi były świetne, jednak często jest tak, że tylko one.
Ale!
Tak pozytywnego filmu nie widziałam dawno, tego właśnie było mi trzeba. :) Jak tylko będziecie mieć okazję zobaczyć, to polecam! ;) Pośmiałam się jak nie pamiętam kiedy, popłakałam troszkę też, ogólnie wrażenia mega pozytywne. :D No i piosenka końcowa, którą co prawda wykonuje Miley Cyrus i... John Travolta (:D) jest też warta uwagi, idealnie pasuje do filmu i spędzę przy niej zapewnie resztę dnia. :)

PS.
a że dzisiaj taki dzień, to niech będzie - najlepszego panie Manieq'u! :D

czwartek, 20 listopada 2008

Kicking And Screaming!

Jak wspominałam w którejś notce wcześniej, szykował się koncert. No i był on wczoraj i było MEGA. :D Dawno się tak nie naskakałam, pomijając kopa w nerki (troszku niefajnie uczucie ;]) i zgubienie numerka do szatni, przez co trzeba było za niego płacić, uważam koncert za udany. :D
A na czym byłam...? Po kolei.

CF98 - polski band z Krakowa, taki trochę słodziaśny punk z dziewczyną na wokalu, bardzo sympatyczna muzyka, jak i sama kapela. Posłuchać można tu: http://www.myspace.com/cf98

Cancer Bats -Wokalista tego zespołu to DZIK w pełnym tego słowa znaczeniu. :D Przed koncertem przesłuchałam parę ich kawałków i zapowiadało się ciekawie. A na samym gigu przekonałam się do nich całkowicie, to co robili na scenie przeszło moje oczekiwania i naprawdę pełen szacun. 8)
Link link: http://www.myspace.com/cancerbats

I gwiazda wieczoru:

Funeral For A Friend - wątpię, abym musiała przedstawiać komukolwiek z czytających moją pisaninę muzykę panów z FFAF. :) Nie jestem wierną fanką kapeli, ale paręnaście kawałków zyskało moje uznanie. Po koncercie uznanie zyskał też sam zespół - szczególnie za wcześniejszy występ akustyczny w Empiku, który, choć był krótki, miał niesamowity klimat. Szkoda, że nie zagrali "Sonny" (pzdr Chimek ;)), ale może kiedyś... :)

To jak już jest tak radośnie i wesoło, to dodam, że przysiadłam dzisiaj z gitarą i nauczyłam się części utworu, którego nauczyć się chciałam od dawna, a jutro idę na rozmowę o pracę. :P Co prawda nic wielkiego, ale wydaje mi się i tak lepsze niż to, co robię teraz. ;) Ale żeby nie zapeszać, to na razie nie piszę więcej. Zresztą, to i tak praca dorywcza, bo od stycznia zaczynam praktyki, w czerwcu kończę szkołę i jak się uda to ze zdanym egzaminem i tytułem technika reklamy i z obydwoma papierkami lecę szukać czegoś konkretnego. :D

czwartek, 13 listopada 2008

I don't know if I should stay...


Ach, ach, ach.
Na wstępie miało być o tym, że jest chujnia.
Później o tym, iż mój Rozumek nie współgra z Serduszkiem (bo choć rozumkowo dociera do mnie wiele rzeczy i je akceptuję, to serduszkowo jest gorzej, bo Serduszko nie chce się mnie słuchać i boli wtedy, kiedy nie musi, bo nie ma powodu. Ale to dzika bestia i żyje własnym życiem).
Następnie : o pisaniu o notkach, zanim się je napisze, jak je piszę i dlaczego źle (jakby nie patrzeć, znowu rozkminiam ten problem, więc coś w tym musi być).

Ale rozwinięcia nie będzie!

Nie wiem, chyba chcę trochę ochłonąć z tym wszystkim. Nie będę po raz setny rozpisywać się o tym, że ZNOWU sobie nie radzę, bo i ja już mam tego dość.
Może to wszystko wina braku słoneczka... Chociaż dobrze wiem, że nie, to łatwiej mi, gdy sobie to wmówię.

I o.
Tyle na dziś.

środa, 22 października 2008

Losing Sleep



"Odkryłem, że całkiem dobrą strategią, gdy ktoś pyta mnie, czy jestem ateistą, jest uświadomić mu, że on również jest ateistą, wszak nie wierzy w Zeusa, Apollona, Amona Ra, Mitrę, Baala, Thora, Wotana, Złotego Cielca ani w Latającego Potwora Spaghetti. Ja po prostu poszedłem o jednego Boga dalej."

Ostatnio natykam się na dużo ciekawych cytatów. :)

niedziela, 19 października 2008

Saturday Night

Dzisiaj krótko:
Ludzie mnie rozczarowują.

czwartek, 2 października 2008

Lay all Your love on me.

Drugi dzień chodzę z bananem na twarzy (dobrze, że tylko tam :P) i w ogóle teraz żadna czekolada nie jest mi potrzebna, ot co. :]
W sobotę zaczynam normalne wykłady, z czego ani się nie cieszę, ani nie rozpaczam, bo jeśli mam się na nich zjawiać co dwa tygodnie to nie ma żadnego problemu. :D Złożyłam sobie też CV do dwóch miejsc, jak nic z tego nie wyjdzie, to mam trzecią, pewną opcję, ale to już raczej ostateczną, bo tam naprawdę trzeba będzie pracować w pełnym tego słowa znaczeniu, a ja planuję raczej pójść sobie na łatwiznę. :P
Mam jeszcze pewną rozkminkę, bo tradycyjnie coś się musi spierdolić - otóż prawdopodobnie nie uda mi się wpaść znowu na listopadowy zlocik, bo przez to, że szkoła przyjęła za dużo osób w tym roku, zjazdy podzielili na grupy (po dwie w każdy weekend) i przez to nie ma żadnego wolnego aby zrobić plener (a to jest obowiązkowe do zaliczenia...). I jest pomysł aby plener ten zrobić właśnie w długi weekend. :/ Oby dyrekcja odrzuciła ten pomysł, bleh.

poniedziałek, 29 września 2008

Silence.

"(...) Czekolada jako cukier prosty powoduje bardzo szybkie uwalnianie glukozy do organizmu. Czas potrzebny na tę reakcję wynosi około 1,5 min. Wiadomym jest, że paliwem dla naszego mózgu jest glukoza. Uwolnione więc duże dawki glukozy powodują przypływ energii w naszym organizmie oraz uczucie "zadowolenia" naszego mózgu. Stąd uczucie poprawienia humoru po zjedzeniu czekolady. (...)".

BZDURA!

Zjadłam przed chwilką całą tabliczkę czekolady w kilka minut i czuję się tak samo chujowo jak się czułam, zanim to zrobiłam.
Tylko teraz zostałam jeszcze dodatkowo oszukana. :(

poniedziałek, 22 września 2008

Show must go on!

Tak sobie pomyślałam, że przy takiej okazji wypadałoby napisać parę słów. Swego rodzaju podsumowanie. Ale po głębszym namyśle nie zamierzam się rozdrabniać. ;]
Dziś kończę bycie nastolatką (wg kalendarza) i zaczynam tak naprawdę kolejny etap. To się tylko tak mówi, że to jedynie data, cyferki etc., jednak jest jakieś poczucie inności. Czuję się staro, ot co. :D Teraz będzie leciało z górki, będę mieć coraz więcej zmarszczek i w ogóle. :D A tak serio... Przez trzy lata (patrząc wstecz) moje urodziny nie były kolorowe. Każde z nich przepłakałam przez pewne sytuacje. Zastanawiałam się, czy to jakiś cholerny pech, jednak zrozumiałam, że chyba zbyt wiele wymagałam od tego dnia. Chciałam, aby był idealny - no bo jak, urodziny, a ma być niemiło? Zapewne było jak zwykle, tylko przy takiej skali porównawczej dni te wypadały o wiele gorzej niż ma to miejsce na co dzień. I w ten sposób dołowało mnie to jeszcze bardziej niż jakikolwiek inny dzień w roku. Postanowiłam, że od tych urodzin nie będę oczekiwać wiele i będą po prostu spokojne. Życzenie mam w zasadzie tylko jedno, ale urodzinowe życzenia mają to do siebie, że się nie spełniają. :) Zresztą wczoraj takie stwierdzenie usłyszałam nawet od sześciolatka... W każdym razie, moje życzenie pozostanie sobie cichutkie, niewypowiedziane. Jeśli ma się spełnić, to się spełni w swoim czasie i nawet to, że nie zdmuchnę świeczek na urodzinowym torcie (którego nie przewiduję, już nie te lata ;)) nie powinno zaszkodzić.

sobota, 20 września 2008

środa, 17 września 2008

The Third Wave.

Uhuhu, nie wiem co się dzieje, ale od jakiegoś czasu najchętniej nie wypuszczałabym kamery z ręki. Jeśli nie mam możliwości niczego filmować, siedzę i piszę scenariusze (co prawda nic wielkiego, ale ćwiczenia czynią mistrza, ha!), wymyślam nowe historie, po prostu coś tworzę. Gorzej, że z realizacją trudniej. Pomijając już ludzi, których trzeba skrzyknąć do roboty, znalezienie odpowiednich aktorów, to zazwyczaj moje pomysły są ciężkie do wykonania ze względu na choćby dekoracje i kostiumy. Na razie myślę nad tym, jak zrobić siedzibę samego Lucyfera, a także jak przedstawić archaniołów. Nie wiem, czy kombinować marne skrzydła, czy liczyć na cud i trafić na kogoś, kto przy montażu będzie mógł poczarować i stworzyć takie detale komputerowo. Ale z drugiej strony to też ryzyko, bo jeśli nie wyjdzie, to będę musiała kręcić od nowa wszystko, a to nie jest takie proste. Nie chcę bawić się w czarnowidztwo, jednak wolę być przygotowana na każdą ewentualność. Temat do przemyślenia. ;]

poniedziałek, 15 września 2008

Holding on.

Zmieniam pracę! Tak, w końcu! :D Co prawda nie wiem jeszcze, co będę robić na pewno, ale ten tydzień jest ostatnim tygodniem w mojej karierze w tym kinie. Nie zamierzam pracować w miejscu, w którym dostaję co chwilkę opierdol za coś, czego nie zrobiłam. I to tylko dlatego, że mam odwagę powiedzieć szefostwu w twarz, gdy mi coś nie pasuje. Wiem, że tak się nie powinno robić dla własnego dobra, ale często nie mogę się opanować i samo tak wychodzi. ;]
Ale teraz koniec z tym, muahah. Jeszcze na do widzenia pooglądam sobie najnowsze filmy (a co, do samego końca należy korzystać z dostępnych przywilejów :D) i mogę się wynosić. Już czuję się lepiej z myślą, że to koniec.
Dla odmiany (:P) w edukacji też zmiany. Przeniosłam się na zaoczny tryb nauki, przez co mam teraz mały bałagan w zaliczeniu warsztatów i będę dziś kombinować jak to rozwiązać. :P Ale dzięki tej zmianie będę miała więcej czasu na filmowanie i tworzenie portfolio, a co za tym idzie - w jakiś tam sposób większe szanse na dostanie się na reżyserię za rok. ;] Tadaa. :D

piątek, 12 września 2008

I won't believe the horror that I see, is more than your poison inside me.

- Wiesz, kochanie - powiedział, uśmiechając się do własnych myśli - może i jestem reliktem przeszłości i zapomnianym bogiem martwej religii, ale wiem, że nie zawsze trzeba wygrywać, aby zostać zwycięzcą. Czasem wystarczy, że inni przegrają.

Jakub Ćwiek, "Kłamca 2".

Polecam, skarbnica naprawdę wielu mądrych rzeczy.

wtorek, 9 września 2008

Goes without saying.

Nakręciłam dziś etiudkę, o której wspomniałam parę notek temu. Jak zwykle nie wyszło to tak jak chciałam, jednak jestem bardzo wdzięczna znajomym, że się postarali zagrać najlepiej, jak umieli. Może to po prostu ja nie daję rady technicznie, nie wiem. Pewnie średni (jeśli nie kiepski) będzie ze mnie reżyser. Mimo to będę próbować, co mi pozostaje.
[cut;]]

sobota, 6 września 2008

The boy that you loved is the man that you fear.

- Co robisz?
- Staram się w Tobie nie zakochać.

Dzień upłynął raczej w porządku. Rano pojechałam na próbę pewnej kapeli, gdzie starałam się o jeden z wokali. Nie wiem jak wyszło, pan lider powiedział, że muszą to przemyśleć. Jednak nie jestem pewna, czy chciałabym z nimi grać, gdyż pan lider to buc, basista to mruk, perkusista jest trochę zbyt mało otwarty na sugestie, jedynie drugi gitarzysta okazał się w porządku. A wiadomo, że zespół to ma być zespół, a nie paru ludzi będących gdzieś obok siebie. Zobaczymy.

wtorek, 26 sierpnia 2008

How may I help you?

Rany, ludzie, przestańcie w końcu być tak obrzydliwie szczęśliwi! :D
Nie wiem jak Wy to robicie, ale gdzie nie spojrzę, tam każdy cieszy mordę, każdemu układa się w każdej dziedzinie życia... No proszę ja Was, trochę umiaru! ;]

czwartek, 21 sierpnia 2008

A demon inside your HEAD.

Skończyłam.

Tak jak kiedyś nie lubiłam pisać scenariuszy, tak teraz dają mi one sporo radości. Chociaż nie są to wielkie dzieła i nie powstanie z nich długi film, to jednak widzę postępy. W szkole usłyszałam, że każdy scenarzysta przy pierwszych dokonaniach czerpie najwięcej ze swoich własnych doświadczeń życiowych. Opowiada tak naprawdę swoje historie nieco bardziej ubarwione, jednak zawsze pozostają jakąś jego częścią.
I faktycznie tak jest.
Widzę to po pracy, jaką właśnie zrobiłam. Za około miesiąc będzie można zobaczyć krótką etiudkę, którą zamierzam nakręcić. I pomimo absurdu, jaki będzie w niej zawarty, odnaleźć będzie można tam też część mnie.
Mojego demona.

Live, Love, Die.

Na początku był chaos...

... a potem byłam ja!