No!
Pokminiłam troszkę i udało mi się w końcu przypomnieć sobie, jakie mam hasło na tego bloga. :P Przy okazji zrobiłam porządek w notkach* i zaraz wezmę się za lay, bo trzeba coś tu zmienić.
Pierwsza i najważniejsza sprawa - wczorajszy dzień, a raczej wieczór - koncert Pain. :)
Po wielu trudach (określonych przez Cardiego wyprawą gorszą niż przez Mordor) udało nam się dotrzeć do warszawskiej Progresji i zdążyć na przedostatnią kapelę - Sirenię. Obydwoje zaskoczeni dobrym poziomem wykonawców, już na ich występie świetnie się bawiliśmy. Jednak to co było potem, przerosło moje oczekiwania.
Świetne wejście z "I'm Going In" zapowiedziało, iż koncert ten będzie jednym z najlepszych na jakich byłam - i tak się stało. Brak wolnej chwili na złapanie oddechu, genialny set (chociaż należy im się duży minus za brak "Bye/Die"), który wydawał mi się krótki, ale po wymienieniu całej setlisty okazało się, że jednak chłopaki zagrali sporą ilość utworów. Po prostu tak dobrze się bawiłam, że czas zleciał w oka mgnieniu. Wielki kop należy się 90% ludzi, którzy stali jakby wrośli w ziemię. Może to ich sposób na udany koncert, ale ja go nie popieram. :) Mnie nóżki same niosły, muzyka porywała, i, co tu ukrywać, charyzma lidera też zrobiła swoje. :) Zresztą całemu zespołowi należą się wielkie brawa. Miło było widzieć, że i oni dobrze się bawią - i to szczerze. :)
Urzekła mnie dedykacja piosenki "Bitch" dla wszystkich kobiet na sali (:P), a także energia, jaką wszyscy włożyli podczas "Shut your mouth" oraz nucenie "ti di di di" przy tymże kawałku. :)
Po samym koncercie czekaliśmy ponad godzinę z nadzieją, że zespół do nas wyjdzie, jednak nie zapowiadało się na to - więc, po wielu próbach - udało nam się pójść do nich. :) A to dzięki uprzejmości perkusisty. Wspólne zdjęcia (na które czekamy :P) oraz autografy zakończyły ten wieczór i w spokoju udaliśmy się do domu. :)
Szkoda mi tylko, że przegapiliśmy Gloom of Doom. :(
*w pierwszej wersji napisałam "w norkach". Czyli, jak widać, przejęzyczenia zdarzają mi się ostatnio nie tylko w mowie, ale i w piśmie... -_-