Skończyłam.
Tak jak kiedyś nie lubiłam pisać scenariuszy, tak teraz dają mi one sporo radości. Chociaż nie są to wielkie dzieła i nie powstanie z nich długi film, to jednak widzę postępy. W szkole usłyszałam, że każdy scenarzysta przy pierwszych dokonaniach czerpie najwięcej ze swoich własnych doświadczeń życiowych. Opowiada tak naprawdę swoje historie nieco bardziej ubarwione, jednak zawsze pozostają jakąś jego częścią.
I faktycznie tak jest.
Widzę to po pracy, jaką właśnie zrobiłam. Za około miesiąc będzie można zobaczyć krótką etiudkę, którą zamierzam nakręcić. I pomimo absurdu, jaki będzie w niej zawarty, odnaleźć będzie można tam też część mnie.
Mojego demona.